Sunday Talk: Bartłomiej Spałek. "Lewandowski wyręcza mnie z mojej pracy"

07.05.2017

W dzisiejszym Sunday Talk gość, który w reprezentacji Polski nie stoi na pierwszym planie, ale bez jego pracy być może nie byłoby ostatnich sukcesów biało-czerwonych. Fizjoterapeuta kadry - Bartłomiej Spałek - między innymi o swojej pracy z największymi gwiazdami polskiej piłki, o tym dlaczego fizjoterapeuta dla piłkarza jest jak fryzjerka dla kobiety oraz... jak nie sterować samolotem.

Jak zostałeś fizjoterapeutą reprezentacji Polski?

Pracowałem z trenerem Adamem Nawałką już za czasów, gdy prowadził GKS Katowice. Najwidoczniej musiał być ze mnie zadowolony, bo gdy przeszedł do Górnika Zabrze, od razu zaproponował mi pracę w jego nowym klubie. Później, gdy trener Nawałka został selekcjonerem kadry, również postanowił postawić na zaufanego fizjoterapeutę. Powiem szczerze, że długo się nie zastanawiałem, ponieważ ciężko nie skorzystać z oferty posady w reprezentacji Polski. Wcześniej działałem też w kadrach młodzieżowych, więc miałem już przetarcie.

Praca z kadrą to w twoim zawodzie jest już sufit?

Na krajowym podwórku jest to już chyba najwyższy poziom. W Polsce nie da współpracować z piłkarzami takimi jak Robert Lewandowski czy Kuba Błaszczykowski w miejscu innym niż reprezentacja. Takie okazje ma się tylko w kadrze albo dużym, zagranicznym klubie. Wiadomo, że to jest zaszczyt. Każdy chce dojść jak najdalej – czy to jest zawodnik, trener czy też fizjoterapeuta.

W dłuższej perspektywie uznana, zagraniczna marka to też Twój cel?

Wiadomo, że również chciałbym zdobywać trofea, a europejskie potęgi dają taką możliwość. Moja obecna praca sprawia ogromną satysfakcję, ale tak jak piłkarz chce robić karierę w coraz to większych klubach, tak samo jest i ze mną. Obecnie pełnię również rolę fizjoterapeuty w Górniku Zabrze, którego trzeba doprowadzić do Ekstraklasy. Mam więc dużo wyzwań. Ale możliwość brania udziału w projekcie takim jak np. Bayern Monachium, to moje wielkie marzenie. Uczestnictwo w Lidze Mistrzów, a nawet możliwość dołożenia cegiełki do zdobycia pucharu, byłoby kolejną fajną przygodą.

Jak wygląda standardowy dzień fizjoterapeuty w kadrze?

Cóż, satysfakcja jest ogromna, ale zgrupowania kadry, to właściwie dwudziestoczterogodzinna harówka. My do ośrodka, w którym odbędzie się zgrupowanie, przyjeżdżamy dzień wcześniej. Zawodnicy trafiają do nas po meczach ligowych, bywają więc przemęczeni i zdarza się, że mają różne mikrourazy. Później trzeba przygotować ich do treningu, a po jego zakończeniu z powrotem oddać ich do „stanu używalności”. W każdej chwili ktoś może poczuć ból, więc trzeba być gotowym. Nie raz piłkarzami trzeba zajmować się do późnych godzin nocnych. Śpimy mało, bo kładąc się po drugiej w nocy, trzeba jeszcze tego samego dnia wstać z samego rana. Do tego trzeba doliczyć podróże, które nieraz bywają naprawdę długie.

Przy turniejach takich jak Euro macie więcej pracy niż przy meczach eliminacyjnych?

Standardowy dzień nie różni się tak bardzo. Ale przy okazji zeszłorocznego Euro spędziliśmy ze sobą około półtora miesiąca, więc siłą rzeczy pracy jest więcej niż przy tygodniowym zgrupowaniu. Ale to dla takich momentów jak turniej we Francji warto zostać fizjoterapeutą.

Robert Lewandowski z powodu urazów w ciągu 10 lat kariery opuścił ledwie cztery mecze. Ile w tym jest zasługi jego genów, ile tego, że dobrze się prowadzi, a ile pracy fizjoterapeutów właśnie?

Głównym czynnikiem jest dbałość zawodnika o szczegóły. Żywienie gra ogromną rolę. Jeżeli wlejesz do Ferrari benzynę 95, to możesz je zakatować. Genetyka również znaczy wiele – Robert pochodzi ze sportowej rodziny, więc można podejrzewać, że od początku był dobrym materiałem na piłkarza. Ale gdyby nie praca fizjoterapeutów liczba opuszczonych przez Lewandowskiego meczów byłaby znacznie większa. Drobne urazy nie muszą być groźne na dłuższą metę, ale ból może wykluczyć piłkarza z gry.

Na podstawie lat swojego doświadczenia możesz potwierdzić, że Lewandowski jest prawdziwą maszyną?

Oj, zdecydowanie! Masując go dzień po meczu, czuje się, że w jego mięśniach nie ma żadnych napięć. Jego organizm regeneruje się wręcz nierealnie szybko. On ułatwia również moją pracę – kadrowicze biorą z niego przykład i dobrze się prowadzą. Dzięki temu tych maszyn w reprezentacji jest coraz więcej.

Kto w kadrze najczęściej korzysta z Twoich usług?

Chyba Łukasz Piszczek. Jest doświadczonym zawodnikiem, który przebył ciężki uraz biodra. Wobec tego wie, jak ważna jest dla niego odpowiednia regeneracja.

A nowi kadrowicze przychodzą do was mniej chętnie?

Zdecydowanie nie. Nie wstydzą się do nas przyjść, ponieważ powszechnie wiadomo, że panuje u nas dobra atmosfera. Nie ma czego się bać. Zresztą, niektórych chłopaków znam od wielu lat, bo współpracowałem z nimi również w kadrach młodzieżowych.

I po tak długim okresie są oni dla ciebie współpracownikami, czy już może kumplami?

W naszej kadrze nie ma raczej czegoś takiego jak „współpracownik”. Wiadomo, że każdy robi to, co do niego należy, ale nasze relacje są bardziej koleżeńskie, niż formalne.

To prawda, że fizjoterapeuta dla piłkarza jest jak fryzjerka dla kobiety?

Jest w tym sporo racji. Kobiety zwierzają się fryzjerkom ze swoich problemów, a zawodnicy nam. Nie chodzi tylko o kłopoty zdrowotne. Zauważyłem też taką zależność, że pokój fizjoterapeutów, gdy przebywa w nim więcej osób, jest miejscem, gdzie jest dużo śmiechu. Ale gdy jest się z piłkarzem sam na sam, to otwiera się on w inny sposób.

Na kanale „Łączy na piłka” często pojawiacie się w materiałach. Dbanie o atmosferę to część waszej nieformalnej pracy?

Po części tak, bo w naszym gabinecie zawsze jest świetny klimat. Wiadomo, że lepiej jest, by piłkarze przyszli do nas i z nami pożartowali, niż mieliby siedzieć zamknięci w pokoju. Komfort psychiczny i dobra atmosfera są nie do przecenienia.

Było „Łączy nas gotowanie”, może pora na „Łączy nas fizjoterapia”?

Temat otwarty! Ale ważne jest, by nikt nikomu nie zrobił krzywdy. Trzeba byłoby poruszyć temat z Łukaszem Wiśniowskim. Wojtek Szczęsny i Grzegorz Krychowiak lubią takie zabawy, może rzeczywiście zgodziliby się na to.

Dowiedziałem się też, że masz doświadczenie jako pilot samolotu. Jak to się stało?

Stara historia... Jako dzieciak leciałem z tatą, który również był fizjoterapeutą w GKSie Katowice, na różne zgrupowania. Akurat lecieliśmy z Krakowa do Szczecina na mecz. Zapytałem się załogę, czy mogę usiąść przed konsolą sterowniczą. Posadzili mnie na miejscu drugiego pilota. Nie spodziewali się jednak, że wpadnę na pomysł wzięcia w ręce sterów. Trochę pokręciłem na lewo i na prawo, a samolot zaczął delikatnie wariować. Zawodnicy lekko się przestraszyli, ale finalnie mieli z tego niezły ubaw.

***

Poprzednim gościem cyklu Sunday Talk był były napastnik Lecha Poznań i reprezentacji Polski, Bartosz Ślusarski. Jeśli przeoczyliście wywiad z legendarnym BS18, klikajcie w obrazek i koniecznie nadrabiajcie zaległości!

Piotr Lachowski
Breaking
Pierwszy gol Cristiano Ronaldo w barwach...