Kamil Mazek: Mogłem zrobić wszystko, byle trafić do Zagłębia

19.04.2017
fot. Pressfocus

Kamil Mazek w lutym po długich, nieprzyjemnych negocjacjach rozwiązał kontrakt z Ruchem Chorzów i związał się z Zagłębiem Lubin. Ile czasu potrzebował na powrót do dobrej kondycji psychicznej po rozmowach z Ruchem? Czy ma żal do władz klubu? Dlaczego wybrał Zagłębie? Jaki jest jego cel na ten sezon? Od ilu meczów nie strzelił gola i z czego to wynika? 

 

Wszystko dobrze z psychiką, bo po perturbacjach w negocjacjach z Ruchem byłeś podobno bardzo wykończony na tej płaszczyźnie?

Bardzo dużo kosztowało mnie to emocjonalnie. Człowiek nigdy szybko nie przejdzie do porządku dziennego po takich rozmowach. Potrzebowałem trochę czasu, ale już mi przeszło. Zresztą minęło już trochę od momentu, w którym podpisałem kontrakt z Zagłębiem i rozwiązałem umowę z Ruchem. Przez ten czas wyczyściłem umysł i uszeregowałem sobie wiele spraw z tym związanych. Ze wszystkim musiałem się stopniowo pogodzić.

Długo potrzebowałeś, żeby odreagować fakt, że zostałeś właściwie zmuszony do rozwiązania umowy z Ruchem na warunkach stawianych przez władze klubu?

Tydzień spokoju wystarczył. Pomógł fakt, że trafiłem do dobrego środowiska. Silny klub, znani ludzie w szatni i dobra atmosfera. Wsiąkając w nowe środowisko zapominałem o całej sprawie.

Ale przez cały tydzień siedziało w głowie...

Dwa lata spędziłem w klubie, więc mocno się do niego przywiązałem. Negocjacje przebiegały w niemiłej atmosferze. Pozostał niesmak. Wiele mnie to kosztowało. Przez pierwsze kilka dni zadręczałem się myślami. Byłem zmęczony zaistniałą sytuacją, ale każdy trening w Zagłębiu pozwalał mi zapomnieć o tych kłębiących się w głowie myślach na temat Ruchu. Minął tydzień, a nawet może trochę mniej i wróciłem do dobrej kondycji psychicznej.

Masz żal do władz z Chorzowa o to, w jaki sposób zakończyły się rozmowy?

Nieduży, ale mam, choć ale bardziej o formę tych rozmów, niż za samo finalne rozwiązanie. Tak, musiałem zrzec się zaległości finansowych, ale przynajmniej - tak jak chciałem - mogłem zmienić klub, czyli dokonać tego, co sobie zaplanowałem, czyli transfer do Lubina.

Pieniędzy zrzekłeś się lekką ręką?

Miało mi to dać wolną drogę w przejściu do Zagłębia, a ja byłem niesamowicie zdeterminowany, żeby tam się znaleźć. Mogłem zrobić wszystko, byle ten transfer doszedł do skutku. Wszystko. Kiedy tylko usłyszałem, że władze Ruchu po tym, jak odpuściłbym te zaległości, nie będą robić problemów, to od razu byłem zdecydowany. To była dobrowolna decyzja.

Nie wchodziło w grę przedłużenie umowy z Ruchem?

Trochę przed startem ligi i w czasie trwania rundy jesiennej dostałem kilka ofert. Najbardziej przekonująca była ta z Lubina i głównie ją od początku brałem pod uwagę. W którymś momencie podjąłem decyzję, że tam pójdę i to będzie następny krok mojej kariery. Kiedy już byłem zdecydowany przyszła propozycja przedłużenia kontraktu z Ruchem. Za późno.

Dlaczego Zagłębie?

Grali w europejskich pucharach, walczą o ponowny awans do eliminacji Ligi Europy, widziałem perspektywy dla siebie.

W grę wchodził tylko warunek sportowy?

Dokładnie. Chodziło o progres, bo Ruch wspominam z rozrzewnieniem. Mam do tego miejsca sentyment. Koledzy, atmosfera, młoda szatnia, sztab szkoleniowy - wszystko mi odpowiadało, ale to był najwyższy czas na zmianę.

Waldemar Fornalik stosunkował się jakoś do twojej decyzji?

Szybko zrozumiał moją decyzję, ale dopiero po wysłuchaniu szerszego kontekstu sytuacji, bo wiadomo, że tracił podstawowego zawodnika, który realizował jego założenia taktyczne i od nowa musiał kombinować jak mnie zastąpić. To trenera Fornalika nie mam żadnych pretensji. Chciał, żebym został, ale od początku mówił, że zaakceptuje wszystko, co zrobię.

Zmieniamy temat. Statystyki są dla ciebie ważne?

Najważniejsze. Oddają naszą formę. Wiem jednak do czego zmierzasz. Ja statystyk nie mam. W tym sezonie zero goli, zero asyst. Jesienią próbowałem grać z niewyleczonym urazem. Na własną odpowiedzialność. Grałem na własne ryzyko. To odbiło się na mojej dyspozycji. Nie byłem wydajny. Nie dawałem zespołowi tyle, ile mógłbym dawać, będąc zdrowym.

Wiesz od ilu meczów czekasz na gola w Ekstraklasie?

Chyba od marca zeszłego roku…

26 meczów. Od momentu transferu do Zagłębie zagrałeś tylko 22 minuty.

Rywalizacja jest duża, mamy pięciu zawodników w rotacji na skrzydle, walczymy o pierwszą „8”, więc trener stawia na ludzi, których zna, a mnie jeszcze poznaje.

Cierpliwości nie zaczyna brakować?

Jest sportowa złość, ale brakiem cierpliwości nigdy nie grzeszyłem. Przyjdzie na mnie czas.

Tym bardziej, że Zagłębie gra ostatnio dużo słabiej.

Ostatni mecz wygraliśmy z Łęczną, a to było dość dawno, do tego to przecież zaległa kolejka. Sytuacja w tabeli trochę się pogorszyła, wypadliśmy z grupy mistrzowskiej, ale mamy jeszcze jedną kolejkę, żeby to naprawić. I posiadamy potencjał, żeby znów tam wrócić. W tej chwili jest pięć drużyn, które walczą o to samo co my. Musimy wygrać ostatni mecz rundy zasadniczej. Mam nadzieję, że się do tego przyczynię.

Nie zastanawiałeś się, czy jedną z przyczyn, dla których nie grasz jest brak znalezienia się w ataku pozycyjnym, które preferuje Zagłębie?

W grze z kontry zawsze czułem się dobrze, co nie oznacza, że w ataku pozycyjnym jestem słaby. Jedno drugiego nie wyklucza. Umiem grać kombinacyjnie. Chyba nie odstaję od chłopaków z drużyny w tym elemencie. Nawet w Ruchu przecież w niektórych meczach rozgrywaliśmy piłkę, kreowaliśmy grę, a ja w tym wszystkim brałem udział. To raczej nie jest przyczyna. Muszę po prostu lepiej wkomponować się w zespół, zgrać się z kolegami z drużyny.

Zostałeś trochę zaszufladkowany w tym, że jesteś szybki. Szybki i nic poza tym.

Pokazałem nieraz, że tak nie jest. Umiem kiwnąć, zagrać jeden na jeden, wygrać pojedynek czy celnie dograć do partnera. Nie zamykam się w szybkości. To może być dodatek, ale na pewno nie jedyna pozytywna cecha. Nie chcę być zaszufladkowany, jako ktoś, kto nie umie grać, więc biega.

Dwa krótkie pytania. Grupa mistrzowska będzie?

Będzie.

Poprawisz statystyki?

Tak.

Myślisz, że masz jeszcze realną szansę pojechania na Mistrzostwa Europy U-21?

Po rozmowie z trenerem Marcinem Dorną wiem, że wszystko jest w moich rękach. Jeśli wrócę do formy, złapię regularność i podreperuję statystyki, to będę miał poczucie, że zrobiłem wszystko, co w mojej mocy, by na to powołanie zasłużyć. I wtedy wszystko będzie zależało od decyzji selekcjonera. Z taką świadomością zamierzam skończyć sezon i czekać na powołania.

Redakcja
Breaking
Pierwszy gol Cristiano Ronaldo w barwach...