Zeznania kadrowicza: Radosław Majdan. "Imprezy w kadrze? Najważniejsze to nie dać się złapać"

13.04.2017

W koszulce reprezentacji Polski na boisku pojawiło się do tej pory 924 zawodników. Z pewnością nie każdy z nich ma do opowiedzenia ciekawą historię. Jednak Radosław Majdan to postać, której w naszych coczwartkowych „Zeznaniach Kadrowicza” zabraknąć nie mogło. Były bramkarz reprezentacji Polski m.in. o balangach w kadrze, hymnie Edyty Górniak oraz o tym, jak w nietypowy sposób dowiedział się o premierowym wezwaniu do reprezentacji.

Pierwsze powołanie

Otrzymałem je na mecz z Hiszpanią w 2000 roku. Co ciekawe – dowiedziałem się o nim z radia w samochodzie. Jechałem bodaj na akcję charytatywną organizowaną przez Jurka Owsiaka. Mogłoby się wydawać, że przez to, że dowiedziałem się o zaproszeniu od trenera Engela w taki sposób, to czułem się zdezorientowany. Ale nie wyglądało to tak, że musiałem zatrzymać auto, otworzyć okno i wziąć kilka głębszych oddechów. Radość była naprawdę ogromna, ale tak szczerze... po cichu spodziewałem się, że trener będzie chciał po mnie sięgnąć. Niepewność była, ale liczyłem, że tak się stanie. Miałem bardzo dobry okres w Pogoni Szczecin, a dziennikarze również pisali o tym, że mogę stać się reprezentantem.

Mundial 2002

Pamiętam bardzo napiętą sytuację między nami a dziennikarzami. Po tym, gdy jasne stało się to, że nie awansujemy z grupy, atmosfera była mocno przygnębiająca. Ale przed mundialem i w jego trakcie trzymaliśmy się razem. Klimat w tamtej drużynie był doskonały, mieliśmy wielu charakternych zawodników. Jednak przed samymi mistrzostwami duch drużyny mocno ucierpiał przez to, że powołania nie dostał Tomek Iwan. Miał on nawet wcześniej zaklepany numer na koszulce. Drużynie się to nie spodobało.

Nie byliśmy mentalnie gotowi na mundial. Przytłoczyła nas olbrzymia presja i odpowiedzialność. Źle wpłyną nas też ten długi pobyt w Korei, do której polecieliśmy jeszcze dwa tygodnie przed turniejem. Byliśmy skoszarowani, a ośrodek, w którym przebywaliśmy, był bardzo przygnębiający. Nie mieliśmy w nim przestrzeni. Nasza rzeczywistość to był taki dzień świstaka – odprawa, trening, odprawa, trening, odprawa... Nie było tej iskry, którą widzieliśmy w eliminacjach.

Hymn Edyty Górniak

Największym profitem z bycia reprezentantem jest możliwość odsłuchania „Mazurka Dąbrowskiego” z wysokości murawy. Przecież nie przez przypadek przed spotkaniem odśpiewuje się hymn. To ma wymiar symboliczny – rytuał ten konsoliduje i sprawia, że czuje się, że uczestniczy się czymś doniosłym. My po części zostaliśmy tego pozbawieni.

Ale żeby było jasne – nie chcę nikogo oczerniać, obwiniać i przerzucać winy na osoby, które nie dopilnowały, by hymn został odśpiewany, jak należy. Dziennikarze twierdzili, że miało to na nas duży wpływ. Według mnie za mocno uderzyli w Edytę. To nie było tak, że incydent ten odebrał nam powera. Nie wyglądało to tak, jak powinno, ale sprawa była zbyt mocno rozdmuchana.

Największa osobowość w kadrze

Cała drużyna była złożona z mocnych osobowości. Tomek Wałdoch nie mówił dużo, ale za to konkretnie. Piotrek Świerczewski był twardy i rzeczowy. Tomek Iwan oraz Tomek Hajto dobrze nas integrowali... długo by wymieniać. Tu mogłoby się znaleźć właściwie każde nazwisko.

Teraz również mamy charakternych zawodników – Glik, Błaszczykowski, Lewandowski – ale w poprzednich reprezentacjach takowych brakowało. W kadrach pomiędzy naszą a obecną problemem był chyba właśnie niedobór piłkarzy, którzy mieliby respekt w szatni i byliby w stanie zmotywować resztę zawodników.

Imprezy w kadrze

My, jeżeli już imprezowaliśmy, to po spotkaniach. Jeżeli masz dwumecz, to musisz mieć także świadomość tego, że po pierwszym spotkaniu musisz utrzymać świeżość. Cóż, najważniejsze jest to, by nie dać się złapać. Nie może być tak, że robi się to na tyle ostentacyjnie, że wie o tym cała Polska. Nie powinno też dochodzić do sytuacji, gdy dziennikarze znają nazwiska imprezowiczów i inne szczegóły. Szatnia powinna być hermetyczna, przecieki to coś niewybaczalnego.

Ale oczywiście, my też mieliśmy swoje grzechy, tak jak i każda drużyna. Dlatego nie ma co się mądrzyć i mówić, że byliśmy święci, bo wcale tak nie było. Jednak u zawodników powinno być też przeświadczenie, że jeżeli jest szansa odnieść sukces, to nie można zniweczyć tego nieodpowiedzialnym zachowaniem. Jest czas na luz, ale profesjonalny sport to nie przedszkole.

Majdan w dzisiejszej kadrze

Nie można w żaden sposób tego porównać. Za czasów mojej młodości nie byliśmy w Unii Europejskiej, nie było też prawa Bosmana. Transfer za granicę był dużo trudniejszy niż obecnie. A wiadomo – to właśnie w lepszej lidze łatwiej łapie się piłkarskiej ogłady.

Piotr Lachowski

Piotr Lachowski
Breaking
Pierwszy gol Cristiano Ronaldo w barwach...