Zeznania kadrowicza: Jacek Bąk. "Na jednej z imprez ogoliliśmy się na łyso"

23.03.2017

Dla reprezentacji Polski rozegrał 96 meczów, co daje mu czwarte miejsce w historii. Do tego jest zabawnym facetem, który zawsze ma coś do powiedzenia. W naszych "Zeznaniach kadrowicza", coczwartkowym cyklu, nie mogło zabraknąć Jacka Bąka. Między innymi o sraczce przed ważnymi meczami, szalejącym Januszu Wójciku i pamiętnej imprezie w kadrze. 

Pierwsze powołanie

Cypr czy Izrael? Chyba Cypr. Byłem zaskoczony, miałem jakieś 19 lat. Potencjał we mnie zobaczył trener Andrzej Strejlau. Wyłowił mój talent i chyba dobrze zrobił, patrząc na to, że zagrałem prawie sto meczów w kadrze. Miał dobre oko. Bardzo dużo mu zawdzięczam. Pamiętam, kurczę, było strasznie zimno. W samolocie musiałem zdjąć buty, bo miałem czarne paznokcie u lewej stopy. Wracałem w klapkach. Nie chciały wejść do żadnych butów.

Wejście do drużyny

Jacek Ziober, Roman Szewczyk, Roman Kosecki… Wcześniej widziałem ich tylko w telewizji, a nagle staliśmy się kumplami. Tamtą szatnią trząsł Kosecki, który był kapitanem. Wielki jajcarz, ale też i dobry kolega. Myślałem, że to zamknięci ludzie, ale byli chyba jeszcze bardziej otwarci ode mnie.

Byłem najmłodszy. Zgrupowanie w Konstancinie, jakiś hotel. Siedziałem przy stole samymi Ślązakami. Jak się rozpędzali z mówieniem, to ciężko było zorientować się, co mówią.

Była hierarchia. Starsi piłkarze pomagali, ale młodzi znali miejsce w szeregu. Mocno dawali do zrozumienia, że oni tu rządzą, a takiemu młodemu jak ja nawet do głowy nie przyszło, żeby podskakiwać. Trzeba było nosić piłki, siatki, nie było dyskusji. Jak powiedzieli coś ostrzej, to zostało tylko spuścić wzrok i się poprawić. Bałem się, żeby czegoś nie spieprzyć. Ale bywało i tak, że nam pomagali. Pamiętam jak zerwały mi się sznurówki, ale powiedzieli mi, że nowych nie ma. Zauważył to Jacek Ziober. Poszedł ze mną do kierownika i strasznie go opierdzielił.

Kadra na mundialu w 2002 roku

Była przede wszystkim bardzo ostra, nawet za ostra, ale takie były czasy. Dużo mocnych charakterów. Spięcia między piłkarzami zdarzały się nawet na treningach. Dzisiejsi piłkarze mają już trochę inną mentalność, piłka się zmieniła. Nowe czasy, doba internetu, te sprawy.

– A w dzisiejszej piłce, dobie twitterów i instagramów, poradziłby sobie Pan?

– No jak najbardziej!

– W tamtych czasach był pan trochę takim Grzegorzem Krychowiakiem.

– Być może, ale co najwyżej z ubrania. Fajny chłopak, ale charaktery mamy zupełnie różne.

Najbardziej charakterny piłkarz w kadrze

Piotrek Świerczewski. W końcu Góral. Na treningach potrafił wjeżdżać po kościach, walić po twarzy. Z nim nie było lelum polelum. Łokcie pracowały non stop. Kto był wyższy, dostawał w klatę. Kto był niższy, dostawał w mordę. Ja byłem z tych pierwszych, obrywałem po gardle czy klatce piersiowej, ale to nie bolało. Zdarzały się bardziej krwawe przypadki. Nikt się nie patyczkował i nie przepraszał. Tomek Hajto też lubił się lekko zameldować. Ostry chłopak.

Janusz Wójcik

On szczególnie podkręcał atmosferę. Mówię ci, mistrz świata w motywowaniu. Przed każdym meczem było:

– Panowie, jedziemy równo z trawą, lejemy ich.

Czasami niektórzy tak brali to do siebie, że kierownik musiał wszystkich uspokajać.

– Panowie, spokojnie, bo nie dogramy meczu!

O Wójciku można by napisać nie książkę, tylko encyklopedię piłki nożnej według Janusza Wójcika. W tamtych czasach nie było lepszego trenera i komika od Janusza Wójcika. Kiedyś mieliśmy odprawę po meczu. Analiza video, nagle krzyczy:

– Stop, stop, stop! Cofnij! Cofnij!

I mówi do Ratajczyka:

– Kurwa, synu. Ten facet jest wysokości siedzącego psa i wygrywa z tobą wszystkie pojedynki powietrzne!

Oglądamy dalej i tym razem padło na mnie.

– Stop, cofnij, kurwa! Co ty robisz? Jakieś wieszaki na meczu? To nie jest, kurwa, szafa. Walisz piłkę z dyni i wychodzisz do przodu! Co ty, kurwa, chcesz się w szafie powiesić?

Pamiętam, że na odprawach nigdy nie mogłem siedzieć koło Kłosa, Świerczewskiego czy Hajty, bo zawsze składaliśmy się ze śmiechu. Musieliśmy siedzieć oddzielnie.

– Wyobraża sobie pan, że zamiast Adama Nawałki selekcjonerem dziś jest Janusz Wójcik?

– Nie, nie, nie, nie. Inny świat, inny ustrój. Głęboka komuna kontra kapitalizm, pełne półki i kolorowe wystawy. Tego w ogóle nie da się porównać.

Karty kontra alkohol – czego było więcej na zgrupowaniach?

Ja ani nie grałem w karty, ani alkohol mi nie smakował. Wszyscy ci to potwierdzą. W kasynie byłem dwa razy i kompletnie mi się nie podobało. Podchodziłem do tego tak: biegasz, grasz w piłkę, zarzynasz się, a potem pijesz albo palisz? Bez sensu. Poza tym miałem bardzo delikatny organizm. Otworzyłem lodówkę i od razu byłem chory, więc nie mogłem sobie pozwolić na duże dawki alkoholu. Teraz nie mówię, że nie lubię się napić. Nie jestem sportowcem, wolno mi.

Imprezy w kadrze

Jasne, że się zdarzały. Gdybym powiedział, że nie, to koledzy uznaliby, że jestem jakiś nienormalny. Największa impreza, jaką pamiętam, to chyba po wywalczeniu awansu na mundial w 2002 roku, po meczu z Norwegią w hotelu Sheraton. Ogoliliśmy się na łyso. Żewłakow obcinał Karwana. Podjechaliśmy pod hotel, Żewłak mówi: Bartek, jesteśmy, dokończ sam.

I miał połowę głowy obcięte, drugą połowę nie. I zabawa do rana. Był Boniek, był Engel, super atmosfera.

Rola w reprezentacji

Zawsze starałem się stworzyć dobrą atmosferę. Dawałem pozytywne bodźce, chodziłem uśmiechnięty. Nie byłem toksyczny, zamknięty. Nie marudziłem, że tu boli, tu za małe buty, getra za długa, tu, kurwa, śnieg pada. Piłka nożna to najpiękniejszy zawód świata. Dwie godzinki i do domu.

To tylko niektórzy mają w głowach powalone. Zdarzało się, że ktoś narzekał, że musimy biegać. A ja mu wtedy: to idź, człowieku, siądź na kasie na poczcie albo w Leclercu. Popracuj dwa tygodnie, to na boisku wrócisz w podskokach. We Francji patrzyli się na mnie, że Polak wariat.

Ebi Smolarek i Emmanuel Olisadebe

Pierwszy wychował się za granicą, trochę wstydził się cokolwiek powiedzieć, ale ogólnie fajny chłopak i dobry piłkarz. Brakowało im jakiejś polskiej szkoły czy biegania po placu zabaw. Czarny Polak? Też miał swój świat i swoje klocki, ale był nam bardzo potrzebny. Na treningach się nie przemęczał, wolał iść na spacer, ale przychodził mecz i strzelał bramki. Na pewne sprawy przymykaliśmy oko.

Piłka nożna jest jak seks. Wychodzisz na boisko i wiesz, co robisz. Jak masz dziewczynę, to też nie każesz jej tańczyć całą noc, tylko bierzesz się do roboty. Oli i Ebi to mieli, chociaż nie mówili świetnie po polsku.

Więcej było piłkarzy, którzy bali się przed ważnymi meczami. Komuś cukier spadł, nie mógł grać, wyjść z szatni. Inny miał mocną sraczkę i nie mógł wyjść na mecz, obsrane kible. No ale co zrobić to są nerwy. 

Brak powołania Tomasza Iwana na mundial w 2002 roku

To było bardzo bolesne. Na pewno Tomek zasłużył na ten wyjazd. Możemy sobie mówić, że gdyby był, to byłoby inaczej. Dupa maryna. Taka była decyzja i musieliśmy ją uszanować. My byliśmy tylko piłkarzami – pracownikami. Wyrażaliśmy swoją opinię, ale delikatnie, bo nie mogliśmy podkopywać autorytetu trenera. Nikt z nas nie poszedł i nie powiedział: ej, misiu, nie podoba mi się.

Nie podoba się? To nie będziesz grał i tyle. Pakuj się i jedź do domu. Trener zawsze jest szefem w szatni. Jeśli nim nie jest, to jest lipa.

Najwięksi jajcarze

Już odpowiadam… Michał Żewłakow. Może był trochę ukryty, ale jak dowalił jakimś tekstem, to leżałem na podłodze. Do dziś tak ma, wysyła jakieś filmy z internetu. Obaj Żewłakowowie są świetnymi chłopakami. Można z nimi robić wszystko, nawet kraść. Hajto też lubił puścić wiązankę. Niezły kawalarz. Swoje robił też Piotrek Świerczewski. Ma fajny głosik, taki cichy, ale na boisku potrafił być jak piorun.

Jacek Bąk w dzisiejszej reprezentacji – pierwszy skład, ławka czy trybuny

Pierwszy skład! Jaka ławka? Znalazłbym sobie miejsce, nie wiem za kogo. Na pewno grałbym na środku obrony. Za Glika czy za Pazdana? Odpowiedzcie sobie sami. 

Piotr Borkowski
Breaking
Pierwszy gol Cristiano Ronaldo w barwach...