Nasi za granicą: Marcin Garuch. "Dla Czarnogórców jestem przybyszem z lepszego świata"

20.03.2017
fot. Pressfocus

Ekstraklasa jest atrakcyjnym kierunkiem dla Czarnogórców, ale czy Prva Crnogorska Liga jest odpowiednim miejscem dla Polaka? Marcin Garuch, pierwszy Polak w historii tamtejszych rozgrywek, opowiedział nam o prywatnych plażach, ośmiorniczkach prezesa czy zbliżającym się meczu obu reprezentacji. Zapraszamy na kolejny odcinek poniedziałkowego cyklu "Nasi za granicą". 

Gdy poznaliśmy grupę eliminacji do Mistrzostw Świata w Rosji, w Polsce zapanowała względna euforia. Chyba lepiej o miejsce w turnieju rywalizować z Rumunią i Danią niż z Hiszpanią i Włochami. Ogranie Armenii i Kazachstanu miało być formalnością.

Wielką niewiadomą była z kolei Czarnogóra. I jest nią dalej. Bałkańczycy potrafią pokonać Danię na jej terenie, ale też przegrać z wydawałoby się najsłabszą w grupie Armenią. Marcin Garuch przyznaje, że spotkanie z Polakami budzi w kraju duże emocje.

– Jeszcze nigdy czarnogórskiej drużynie narodowej nie szło tak dobrze, dlatego nadzieje mają spore. Jednak traktują oni Polaków z ogromnym respektem. Gdy przyjechałem tutaj po raz pierwszy, to właśnie trwały mistrzostwa Europy. Ludzie byli pod wrażeniem gry Polaków. Patrzą na naszą kadrę głównie przez pryzmat zeszłorocznego turnieju i Roberta Lewandowskiego. Mimo to liczą na niespodziankę – mówi nam Garuch.

***

Marcin liczy 155 centymetrów wzrostu i jest najprawdopodobniej najniższym zawodowym piłkarzem.

Sam twierdzi jednak, że jest to jego atutem. Nie spotkał się też sytuacją, by ktoś wprost powiedział mu, że nie nadaje się na sportowca:

- Nikt nigdy nie powiedział, że jestem za niski na piłkarza. Ale wiadomo, musiałem pokazywać więcej niż reszta zawodników. Jeden z moich trenerów z czasów juniorskich po latach powiedział mi „myślałem, że zagrasz najwyżej w III lidze” - mówi.

Skrzydłowy jest wychowankiem Miedzi Legnica i to w niej spędził większość kariery. W koszulce tego klubu zaliczył awans z II do I ligi. Kibice go kochali. Karierę robił wbrew ogromnym przeciwnościom, a na boisku pokazywał duży charakter. Jednak w 2011 roku miłość ta została poddana próbie.

– Dostałem ofertę z Zagłębia Lubin. Miedź grała na trzecim szczeblu rozgrywkowym, a Zagłębie było klubem z Ekstraklasy. Byłem tam testowany dosyć długo. Sam nie wiem, czemu nie wyszło. Trener Urban chwalił mnie, po czym na moją pozycję ściągnięto do klubu Janusza Gancarczyka, a mi podziękowano – opowiada skrzydłowy.

Po nieudanych testach kibice mieli mu za złe, że był gotów odejść do znienawidzonego w Legnicy Zagłębia. Jeszcze w tym samym roku Garucha oddano na wypożyczenie do drugoligowej Chojniczaki Chojnice. Tam wyglądał bardzo dobrze, a po sezonie wrócił do Miedzi. W swoim rodzinnym klubie radził sobie w kratkę. Dlatego uznał, że czas na zmiany.

***

Czarnogóra wydaje się być atrakcyjnym kierunkiem, ale na wakacyjny wypad. Niekoniecznie zaś na kontynuowanie piłkarskiej kariery. Wielu piłkarzy, którzy odważyliby się powiedzieć żonie: „Słonko, przeprowadzamy się do Czarnogóry”, zostałoby potraktowanych patelnią, a w najlepszym wypadku wałkiem.

– Żona nie zareagowała źle. Decyzję podjęliśmy wspólnie. Szukałem nowych wyzwań. W Miedzi grałem ostatnio ogony. Vojislav Bakrac, z którym grałem w Miedzi, dał mi cynk, że jest opcja transferu do ligi czarnogórskiej. Razem z żoną zadecydowaliśmy, że zaryzykujemy i obierzemy ten egzotyczny kierunek. Wiadomo, decyzja nie była łatwa, kurs ten nie jest oczywisty. Ale między innymi po to zostaje się piłkarzem, by zwiedzić trochę świata – tłumaczy.

Sfinalizowanie transferu nie należało jednak do najłatwiejszych.

– Gdy przyszła oferta, mieliśmy tydzień na zastanowienie, po czym uznaliśmy, że musimy zaryzykować. Trzeba było szybko się decydować. Nie wiedziałem też, jak zareagują ludzie z Miedzi, czy zgodzą się na rozwiązanie kontraktu. Na szczęście wszystko udało się załatwić w ekspresowym tempie – zdradza nam kulisty transferu.

Pierwsze nazwiska, które przychodzą nam na myśl w kontekście czarnogórskiego futbolu to Stevan Jovetić, Stefan Savić i Mirko Vučinić. Tylko ten ostatni jest wychowankiem klubu z Crnogorskiej Ligii. Pozostali szlify zbierali w zespołach z Serbii.

– Dla tutejszych ludzi czarnogórska piłka jest jak I liga, a liga serbska jak Ekstraklasa. W kraju, może poza Podgoricą, najbardziej popularne są kluby serbskie – Partizan, Crvena Zvezda czy Vojvodina. Prva Crnogorska Liga jest młoda i siłą rzeczy nie wszystko jeszcze jest na najwyższym poziomie. W Polsce w Canal+ można teraz obejrzeć wszystkie mecze, doskonale zrealizowane i oprawione. Ale przecież jeszcze nie tak dawno wyniki sprawdzaliśmy w telegazecie. Wszystko zmienia się błyskawicznie, tak samo będzie w Czarnogórze – twierdzi nasz rozmówca.

Marcin jest jedynym zawodnikiem spoza Bałkanów w kadrze OFK Grbalj. Tutejsi piłkarze i trenerzy traktują go jak przybysza z innej piłkarskiej planety:

– Uważają mnie poniekąd za mentora. Wiedzą, że mogę uzupełnić pewne braki swoim doświadczeniem. W ich mentalności jest też coś takiego, że ja, jako przybysz z Polski, pochodzę z lepszego świata, z kraju bardziej rozwiniętego. Ewidentnie czują z tego powodu respekt – opisuje sytuację.

Dodaje też, że zauważa wyraźne różnice w charakterach Polaków i Czarnogórców. – Ludzie tutaj są bardziej luzaccy od moich rodaków. Mniej przejmują się takimi kwestiami jak punktualność. Są też bardziej otwarci: my siedzimy wieczorami w domach, oni czas przed i po pracy spędzają w kawiarniach. Chodzą tam licznymi grupami.

Czarnogóra jest drugim najmłodszym krajem w Europie i organizacyjnie ma jeszcze wiele do poprawy. To samo tyczy się piłki nożnej. Trenerzy jego zespołu przeszli szkolenie w Holandii i na tym bazują w przygotowaniu piłkarzy. Jednak często nie mają narzędzi do pracy. – Jeżeli chodzi o podstawowe rzeczy jak: bazy treningowe, stadiony, szatnie czy nawet prysznice... cóż, pod tym względem można powiedzieć, że to jest trzeci świat. Nie zwracają też uwagi na estetykę mieszkań czy otoczenia. Do pierwszego domu miałem utrudniony dostęp, bo nie było nawet chodnika – wyjaśnia były zawodnik Miedzi.

Poza tym na życie w Czarnogórze nie narzeka. Budva, czyli miejscowość, w której mieszka większość piłkarzy OFK Grbalj, jest nastawiona na turystykę. W sezonie jest tam mnóstwo wczasowiczów, jednak poza nim Garuch ma dostęp do prywatnej plaży. Nie jest ona co prawda jego własnością, ale o tej porze roku świeci pustkami. Jeżeli dodamy do tego, że w połowie marca temperatura wynosi tam około 20 stopni Celsjusza, można pokusić się o stwierdzenie, że krzywda naszemu rodakowi się nie dzieje. Nad morzem zresztą miała również miejsce jedna z jego najważniejszych rozmów w karierze.

– Prezes zaprosił mnie kiedyś na swoją osobistą część plaży, na której ma restaurację. To była pierwsza dłuższa rozmowa, którą z nim przeprowadziłem. Tam po raz pierwszy jadłem ośmiornicę, jedną ze specjalności miejscowej kuchni – opowiada. Jest jednak jeden czarnogórski specjał, którego Marcin jeszcze nie próbował – Najpopularniejszym lokalnym trunkiem jest Rakija. To taki rodzaj bimbru, który tutaj robią wszyscy. Jest to mocny alkohol, na jego próbowanie przyjdzie czas po sezonie.

Z pewnością w niejednym czarnogórskim domu będzie ona konsumowana również w niedzielny wieczór, po meczu z reprezentacją Polski. My miejmy nadzieję, że będzie ona spożywana nie z powodu szczęścia, a rozpaczy po porażce.

Piotr Lachowski
Breaking
Pierwszy gol Cristiano Ronaldo w barwach...