Trenował u Zidane’a, teraz gra w Zabrzu. Kim jest Dani Suarez?

05.04.2017
fot. Pressfocus

Spędził kilka lat w rezerwowych drużynach Realu Madryt, trenował pod okiem Zinedine Zidane’a, a Lucas Vasquez bał się gry przeciwko niemu. Tego wszystkiego doświadczył Dani Suarez, stoper Górnika Zabrze, z którym Hiszpan zamierza awansować do Ekstraklasy. Jak wyglądała jego droga z rezerw jednego z najlepszych klubów świata do I ligi? O tym opowiada sam zainteresowany.

Bez szans na Santiago Bernabeu

Cantera to jedna wspólna nazwa dla wszystkich szczebli akademii Realu Madryt. Suarez zaliczył dwa ostatnie. W 2010 roku trafił do zespołu C. - Nie jestem pełnoprawnym wychowankiem „Królewskich”, bo wychowałem się w Aranjuez CF. W momencie transferu miałem 21 lat. Od razu wiedziałem, że nie mam większych szans na szybkie przebicie się do pierwszego składu, ponieważ byli tam zdolniejsi ode mnie - opowiada nam hiszpański defensor.

W próbie przebicia nie pomagały też inne czynniki. Koncepcja budowy składu ubiegłorocznego triumfatora Ligi Mistrzów jest prosta. Nikt nie traci czasu na wdrażanie wychowanków, a nawet jeśli, są to zazwyczaj gracze o ofensywnym usposobieniu. Do tego dochodzą umiejętności, a te wysoki obrońca posiadał, ale nie na wystarczającym poziomie, by myśleć o perspektywie gry na Santiago Bernabeu. Stanowił on raczej solidne wzmocnienie dla Realu C przy kompletowaniu składu na ówczesny sezon Tercera Division, czyli czwartego poziomu rozgrywkowego w Hiszpanii.

- Początkowo powątpiewałem, że mogę zajść wyżej, bo nie byłem już perspektywicznym młokosem, a raczej graczem przejściowym, który ma kilkuletni kontrakt z klubem, a kiedy on wygasa, to drugi obu stron się rozchodzą - wspomina Suarez. W jego przypadku było inaczej. Z sezonu na sezon robił postępy, co nie umknęło włodarzom akademii. W trzeciej drużynie Realu w pierwszym sezonie zagrał czternaście razy, w drugim dwadzieścia jeden, a w trzecim już trzydzieści trzy. Stawał się coraz lepszy. W klubie nie był już anonimem, który przeznaczony jest tylko na krótki epizod i odejście. Doceniono go. Przyszedł awans szczebel wyżej.

Znalezione obrazy dla zapytania dani suarez real madrid

Zidane chwalił za wyprowadzanie piłki

Czerwiec 2014. Zinedine Zidane właśnie dowiedział się, że ma objąć stery Realu Madryt Castilla. To jego pierwsze samodzielne poważne wyzwanie trenerskie. Jako piłkarz nie słynął z wylewności i otwartości, a tego potrzeba przy pracy z młodymi, często niesamowicie utalentowanymi, ale też podatnymi na pokusy wielkiego świata, chłopakami. To ważny moment w jego karierze. Ale nie tylko dla niego. W tym samym okresie do drużyny dołączył Dani Suarez. Obaj zaczynali do zera.

- Ja byłem nowy i on był nowy. Trener miał wielkie ambicje i był świetnie przygotowany do swojej roli. W pierwszej rozmowie z zespołem powiedział nam, żebyśmy nie bali się głośno mówić tego, co nam się nie podoba w czasie jego zajęć. Początkowego tego nie robiliśmy. Baliśmy się trochę jego legendy. Tego jak wielkim piłkarzem był i tego, że nie sprostamy jego oczekiwaniom, ale potem nam przeszło. Poznaliśmy go. Był z nami bardzo blisko. Tłumaczył, podpowiadał, rozmawiał, a rzadko krytykował - charakteryzuje Francuza stoper.

Zidane dysponował trzema środkowymi obrońcami. Jeden był pewniakiem. Grał zawsze. Dwoma innymi, w tym dzisiejszym stoperem Górnika Zabrze, rotował. Grali co kilka spotkań. Naprzemiennie. Obaj narzekali na problem ze złapaniem regularności, ale prezentowali się przyzwoicie. Hiszpan rozegrał czternaście spotkań, a drużyna sezon 2014/15 zakończyła na 6. miejscu w trzeciej lidze.

- Zidane powiedział mi, że podoba mu się inteligencja, z którą wyprowadzam piłkę po odbiorze. To coś co umiem. Jestem stoperem o technicznym usposobieniu, ale potrafię walczyć na boisku. W niższych ligach w Hiszpanii nie trzeba wykorzystywać swojej siły fizycznej. Tam kluczowe jest ustawianie się, dyscyplina taktyczna i umiejętność budowania akcji od własnej bramki - mówi Suarez.

Rok później Zidane przejął pierwszy zespół i wygrał z nim Ligę Mistrzów. - Pomyślałem: „Wow, on naprawdę był moim trenerem”. Nie dziwiłem się. Zawsze był przygotowany. Fenomen. Miał fajny sposób na trafienie do zawodników. Najpierw przypominał co robimy dobrze, a dopiero potem krytykował nasze niedociągnięcia.

Lucas Vaquez bał się rywalizacji

Cantera nijak się ma do La Masii. W tej drugiej rodzi się mnóstwo gwiazd i piłkarze, którzy przez nią przeszli często grają w pierwszym zespole „Dumy Katalonii”. Tego nie można powiedzieć o akademii „Królewskich”. Rzadko komu udaje się wybić. Są jednak tacy, którym się udało. Jednego w czasie swojej przygody spotkał nawet 26-letni stoper.

- W zespole C dzieliłem szatnię z Lucasem Vazquezem. Jest o rok młodszy ode mnie, ale od momentu, kiedy pierwszy raz go zobaczyłem wiedziałem, że zrobi karierę. Duży talent, choć muszę się czymś pochwalić. Lucas zawsze przyznawał, że nie lubi przeciw mnie grać, bo jest między nami spora różnica w warunkach fizycznych. Braki w budowie ciała nadrabiał jednak wspaniałym wyszkoleniem technicznym - wspomina ze śmiechem.

W tym czasie miał on okazje spotkać również inną perełkę - Martina Odegaarda. Ten jednak odbił się od Hiszpanii jak od ściany i wylądował w Holandii z łatką lekko przepompowanego talentu. - Nie zgodzę się. Przyszedł do nas w bardzo młodym wieku, a umiejętnościami nie odstawał od nikogo z tamtej drużyny. Potrzebuje jednak czasu. Od razu wymagano od niego cudów, a trzeba było mu dać trochę wolności i przestrzeni. Efekty przyjdą - kontestuje taką teorię Dani Suarez. Z tym drugim w Castilli miał okazję pograć tylko rok.

Kontuzja i testy w Zabrzu

Wysoki defensor spodziewał się, że jego przygoda z drużynami Realu zakończy się po maksymalnie dwóch latach. Skończyło się na pięciu niezłych sezonach i odejściu po wygaśnięciu kontraktu. Mimo że występował tylko na czwartym i trzecim poziomie rozgrywkowym w największym kraju Półwyspu Iberyjskiego, to występy w śnieżnobiałej koszulce okazały się wartościowym kapitałem na przyszłość.

Pojawiła się oferta z SD Ponferradina, gdzie pracował Manolo Diaz, który trenował go w Realu C. Znajomość pomogła. Nikt nie miał być stratny. Klub pozyskiwał niezłego defensora, a on pozostawał na poziomie Segunda Division B z szansami na awans szczeble wyżej. Mimo to całość historii nie miała miłego zakończenia.

- Nie miałem okazji grać dla tego klubu. Doznałem paskudnej kontuzji, która wykluczyła mnie z gry. Nie grałem półtora roku. Dziś po urazie nie ma już ani śladu, całkowicie o niej zapomniałem, ale przyznam, że byłem trochę załamany, gdy nie mogłem nic zrobić, a czas bez gry leciał nieubłaganie - wspomina Suarez.

Pomocną dłoń wyciągnięto w Zabrzu, zapraszając go na testy. Przeszedł je pozytywnie. Ba, to mało powiedziane. Zachwycił sztab szkoleniowy na tyle, że z automatu wywalczył sobie miejsce w pierwszym składzie. Gra wszystko w rozgrywkach ligowych. Od początku do końca i nie zanosi się na zmianę, bo prezentuje się przyzwoicie, a przy tym ma sprecyzowane cele.

- Drużyna przyjęła mnie bardzo ciepło. Niedługo zaczynam lekcje polskiego. Górnik Zabrze tworzą ludzie, którzy wiedzą, czego chcą - awansu do elity. To czuć w szatni. Zamierzam być częścią tego projektu. Wiem, że Górnik ma wspaniałą historię. To się czuje w każdym miejscu związanym z tym klubem. Mam swój cel. Planuję rozegrać całą rundę, być wyróżniającym się zawodnikiem, pomóc w awansie, a w momencie, kiedy poczuję, że spełniłem swój obowiązek, wrócę do Hiszpanii. Kiedy to będzie, czas pokaże - zapowiada.

***

- Można prosić o numer telefonu do Zinedine Zidane’a?

- Niestety, ale nie zamierzam się nim dzielić. Będzie mi potrzebny, jak kiedyś będę chciał wrócić do Realu.

JAN MAZUREK

Redakcja
Breaking
Pierwszy gol Cristiano Ronaldo w barwach...