Nasi za granicą: Robert Menzel. "Na Islandii dbają o piłkarzy lepiej niż w Polsce"

27.03.2017
fot. Pressfocus

Ciężko jest porównywać polską I ligę i islandzką ekstraklasę, ale sam fakt transferu z jednej do drugiej wydaje się tyle interesujący, co absurdalny. Z prośbą o takie porównanie, a także o odpowiedź na inne pytania dotyczące dość szokującej przeprowadzki do Islandii, zwróciliśmy się Roberta Menzela, który ledwie kilka tygodni temu zamienił Podbeskidzie na IA Akranes. W poniedziałkowym cyklu Nasi Za Granicą odwiedzamy Islandię. 

Pochodzi z Wrocławia, więc pierwszy etap jego kariery był nierozerwalnie związany z tym miastem. Nieudana przygoda z Ekstraklasą, mimo zdobycia mistrzostwa Polski, zmusiła go do poszukania szczęścia w I lidze, gdzie pograł już zdecydowanie więcej. Mimo sporej liczby minut jego przeprowadzka na najbardziej wysunięty kraniec Europy nie była jednak wcale taka oczywista.  

- Uważam, że poziom ekstraklasy islandzkiej jest bardzo zbliżony do poziomu pierwszej ligi na naszym podwórku. Zarówno w Polsce, jak i na Islandii jest wielu bardzo dobrych, czasem niedocenianych zawodników - mówił nam środkowy obrońca, dla którego jest to pierwsza szansa pokazania się za granicą. 

Początek jego kariery to podręcznikowa droga dla chłopaka z Wrocławia. Od siódmego roku życia zawodnik Akademii Młodzieżowej Wratislavia. Dziesięcioletnia przygoda z tym zespołem zaowocowała ofertą ze Śląska - wtedy klubu ze środka tabeli Ekstraklasy. Menzelowi jednak bardzo trudno było się dostać do pierwszego składu u trenera Ryszarda Tarasiewicza, przez co głównie występował w Młodej Ekstraklasie. 

Ostatecznie, w trakcie czteroletniego pobytu w największym klubie z rodzinnego miasta, w seniorach wystąpił zaledwie dwa razy, przebywając na boisku łącznie... pięć minut. Najciekawsze jest jednak to, że jedną z nich zaliczył w sezonie 2011/12 w spotkaniu przeciwko Zagłębiu Lubin i dzięki temu ma na swoim koncie tytuł Mistrza Polski. 

Następne, nigdy nie dłuższe niż jeden sezon, pobyty w klubach z Jarocina, Legionowa i Katowic oraz rezerwach Śląska zakończyły się transferem do pierwszoligowego Podbeskidzia w ostatnim letnim okienku transferowym. Tam, po bardzo obiecującym początku, w trakcie którego regularnie łapał się do podstawowej jedenastki, zaczął miewać długie okresy poza kadrą pierwszej drużyny i od połowy lutego rozpoczął negocjacje z 18-krotnym mistrzem Islandii, który lata świetności ma już jednak za sobą. 

– Pomysł wyjazdu na Islandię pojawił się bardzo przypadkowo. Nie była to zaplanowana operacja. Bardziej zrządzenie losu. Wbrew pozorom nie była to łatwa decyzja, gdyż nie do końca wiedziałem, czego mogę się tutaj spodziewać - przyznaje. – Teraz, gdy już patrzę na to z perspektywy czasu, podjąłem słuszny wybór. Wyjechałem, ponieważ nie widziałem dla siebie dalszego rozwoju w Polsce.

Jak sam uważa, nie podjął pracy w Islandii po to, aby w pełni móc skupić się na piłce. Jego zdaniem zmiana warunków do doskonalenia swoich umiejętności w I lidze oraz w Pepsi-deildin jest mocno zauważalna. 

- Jest tu wszystko, czego potrzeba do profesjonalnego uprawiana sportu. Indywidualne podejście do zawodnika, czyli coś, czego na pewno brakuje w Polsce, jest czymś naturalnym. Klub daje zawodnikowi poczucie, że zajmie się wszystkim, by ten mógł skupić się tylko na dobrej grze w piłkę. Pod tym względem Islandczycy biją nas na głowę - mówi i zaznacza, że jest jeszcze jedna różnica. – Finansowo jest zdecydowanie lepiej niż w Polsce, ale trzeba wziąć pod uwagę, że Islandia to bardzo drogi kraj. Albo szybko odzwyczaisz się przeliczać na złotówki, albo za chwile będziesz chodził głodny. Trzeba się przestawić – tłumaczy. 

Zapytany o wrażenia po pierwszym miesiącu mieszkania w zupełnie nowym miejscu przyznaje, że przeskok w stylu życia był duży, ale po aklimatyzacji dostrzega same plusy przeprowadzki. 

- Ludzie na Islandii prowadzą życie zupełnie inne niż w Polsce. Akranes, w którym mieszkam, wydaje się oazą ciszy i spokoju. Nie dzieje się za wiele, ale ludzie wyglądają na szczęśliwych. Dla mnie taki styl życia to nowość, bo jestem przyzwyczajony, że dookoła dużo się dzieje. Może to być jednak ciekawa odmiana, możliwość lepszego poznania samego siebie.

W islandzkiej najwyższej klasie rozgrywkowej występuje jeszcze dwóch Polaków - Tomasz Łuba i Maciej Majewski. Pytamy Menzela, czy poleciłby ten kierunek innym rodakom. Na początku zaznacza, że nasz ojczysty język można często usłyszeć na ulicy Akranes, ponieważ polskich emigrantów mieszka tam naprawdę sporo. Co do przeprowadzki ze względów sportowych zachowuje względny optymizm, ale podkreśla:

- Nie każdy się tutaj odnajdzie, nie każdemu się spodoba, ale uważam, że czasami warto zaryzykować i dać sobie szanse na coś nowego. Sam potrzebowałem kilku godzin do namysłu czy jechać, czy nie. Teraz podjąłbym tę decyzję w 5 minut. Kto wie, może Islandia da mi nową perspektywę. 

Na razie perspektywę dała mu całkiem niezłą, ponieważ zamieszkał nad samym oceanem. Można domniemywać, że zamiana bielskiego Klimczoka na Atlantyk przekonałaby do przeprowadzki każdego zawodnika z Podbeskidzia. Niektóre decyzje trzeba uznać za słuszne niezależnie czy dotyczą I ligi, okręgówki czy Ekstraklasy. 

MICHAŁ ISTEL

Michał Istel
Breaking
Pierwszy gol Cristiano Ronaldo w barwach...