Zeznania kadrowicza: nie pojechałem na mundial, bo brałem leki na astmę

16.03.2017

Ruszamy z nowym cyklem. Co czwartek będziemy brać na spytki byłych reprezentantów Polski, którzy będą opowiadać wyłącznie o przygodzie z kadrą. Na pierwszy rzut idzie były piłkarz Wisły Kraków czy Górnika Zabrze – Damian Gorawski. Opowiada między innymi o tym, dlaczego miał żal o brak powołania na mundial w 2006 roku, żartach Tomasza Hajty i klasie Jerzego Dudka. 

Debiut z Włochami – stres czy kompletny luz?

Na pewno stres, bo przyjechałem na kadrę, która wtedy opierała się na dużych osobowościach.  Piotrek Świerczewski, Tomasz Hajto... Wchodząc do szatni podchodziłem do nich z dużym szacunkiem. Nie zagrałem długo, wszedłem z ławki, ale facetów z reprezentacji Włoch wcześniej oglądałem tylko w telewizji. Cannavaro, Nesta… Wielkie postacie. 

Mecz w kadrze, który najbardziej zapadł panu w pamięć?

Ze Szwecją. Pamiętam, że przegraliśmy 1:3, ale wtedy zdobyłem jedyną bramkę w reprezentacji. Przegraliśmy, więc niby nie było z czego się cieszyć, ale wewnętrznie byłem zadowolony. Było trochę śmiechu, bo kiedy po meczu zadzwoniłem do ojca, to nie wiedział, że zdobyłem tę bramkę. Ponoć były jakieś zakłócenia i większość Polaków jej nie zobaczyła.

Czego było więcej na zgrupowaniach – kart czy alkoholu?

Byłem młodym zawodnikiem. Nie miałem z tym styczności, niczego nie widziałem. Nigdy nie znalazłem się w – nazwijmy to – wiodącej grupie piłkarzy reprezentacji i trudno mi nawet potwierdzić, że takie sytuacje miały miejsce.

Wyniki pana badań przed MŚ 2006 – prawda czy blef?

Ja znam prawdę, bo po tym, jak poinformowano mnie, że nie jadę na mundial, przeszedłem kolejne badania poza granicami Polski. Nic nie wykryto, żadnej wady serca. Skończyło się wielką zagadką i pozostał wielki żal, że nie udało mi się wystąpić na mundialu. W Wiśle brałem sterydy, które pomagały mi walczyć z astmą. Prawdopodobnie ta cała otoczka i dym, który powstał wokół mojej osoby, był efektem tego, że brałem te lekarstwa. Lekarze reprezentacji bali się, że moja kartoteka nie jest prowadzona tak jak powinna. A wszystko było udokumentowane jak należy. Przecież grałem z Wisłą w europejskich pucharach. Bali się, że może dojść do dyskwalifikacji całej drużyny. Nie mam pojęcia na jakiej podstawie. Bardzo to przeżyłem.

Reakcja na wieść, że nie jedzie pan na mundial – bezradny płacz czy szalona złość?

Dowiedziałem się o tym w pokoju, gdzie siedzieli Paweł Janas, jego asystent Maciej Skorża i trzej lekarze. Na początku wielka złość. Potem pojawiły się łzy. Wiedziałem, że to będzie mój koniec w reprezentacji.

Gole Bartka Bosackiego z Kostaryką – radość przez łzy czy załamka i zrobienie kolejnego drinka?

Jakaś radość była, w końcu to gole dla reprezentacji. Oprócz tego bezradność i uczucie: kurde, przecież to ja mogłem tam być. Ale do Bartka nic nigdy nie miałem. Znalazł się na moim miejscu, zdobył bramki. Wypada gratulować.

Paweł Janas – mózg reprezentacji czy trener, który się "nie wpierd..."?

Pawłowi Janasowi będę zawsze wdzięczny, bo mi zaufał i na mnie stawiał. Drugim trenerem był Maciej Skorża, który robił naprawdę dużą robotę. Taktyczną, mentalną. Jeśli chodzi o pracę na boisku, to trener Janas podpowiadał, ale na przykład w przerwach większą inicjatywę miał trener Skorża. To on tłumaczył nam sprawy taktyczne. Jakoś dzielili się obowiązkami.

Kadrowicz, albo grupka, z którą trzymał się pan najbliżej?

Trzymałem się z Arkiem Radomskim i Andrzejem Niedzielanem. We trzech tworzyliśmy taką małą grupkę. No i z wiślakami, których wtedy na kadrze było sporo.

Największy walczak w kadrze?

Na pewno Piotrek Świerczewski. No i drugi, Mariusz Lewandowski. Ciężki pan do przejścia, nawet na treningach. Próba jego przejścia kończyła się albo stratą piłki, albo moim faulem. Co do Piotrka, grał nawet dwa razy ostrzej niż Mariusz. Młodzi musieli uważać, żeby mu nie podpaść. Wtedy to było naprawdę wielkie nazwisko w polskiej piłce.

Najlepszy piłkarz, z którym grał pan w reprezentacji?

Maciek Żurawski, na którym wtedy spoczywał ciężar gry całej reprezentacji. Ale też Jacek Krzynówek. Na tych dwóch gościach była oparta cała kadra.

Piłkarz do którego podchodził pan z największym respektem?

Jurek Dudek. Wielka postać, piłkarz z Liverpoolu. Już po pierwszym treningu przekonałem się, że to naprawdę klasa światowa. Zobaczyłem niesamowitą różnicę, kiedy musiałem grać z nim jeden na jednego. Wielka klasa. Obawiałem się też reakcji Tomka Hajty, bo już wtedy słynął z ciętego języka i śmiesznych żartów, ale nie przypominam sobie, żebym miał z nim jakieś spięcie. Okazał się równym gościem.

Najbardziej zmarnowany talent, z którym grał pan w reprezentacji?

Takich chłopaków było mnóstwo. Na wymienianie zabrakłoby nam czasu. Szczerze? Ze swojej kariery też nie jestem zadowolony. Miałem większy potencjał, ale nie potoczyło się to tak, jak sobie wyobraziłem. Wtedy grałem na wysokim poziomie, a dziś, na piłkarskiej emeryturze, odżywiam się lepiej. Nie potrafiłem tego zrozumieć i przejść na restrykcyjną dietę. To zadecydowało, że nie zawsze byłem w najwyższej formie.

Największy jajcarz w kadrze?

Z żartów słynął przede wszystkim Tomasz Hajto. To był człowiek od atmosfery. Co chwilę coś wymyślał. Pamiętam, że zawsze zaczepiał i kpił z młodych reprezentantów, jakie mają zegarki na przegubie.

Kariera w reprezentacji ogólnie – sukces czy porażka?

Trudno nazwać to sukcesem. Kilkanaście meczów, które zagrałem, to był raczej przedsmak kariery reprezentacyjnej. Ani sukces, ani porażka.

Gorawski w dzisiejszej reprezentacji – pierwszy skład, ławka czy trybuny?

Na pewno walczyłbym, żeby być w pierwszej osiemnastce. Stawiałbym na ławkę i próbę przebijania się do pierwszej jedenastki.

Piotr Borkowski
Breaking
Pierwszy gol Cristiano Ronaldo w barwach...