Dla Messiego rzut wolny to jak karny. Argentyńczyk po raz kolejny ratuje Barcelonę

11.01.2017

Barcelona przed meczem rewanżowym z Bilbao była w opałach. Choć różnica bramkowa minimalna, piłkarze Luisa Enrique w międzyczasie zanotowali kolejne słabe spotkanie w lidze. Do tego groziło im odpadnięcie z Copa Del Rey.

Goście na Camp Nou wyszli zupełnie inaczej niż w pierwszym meczu, nastawieni na defensywę i kontrataki. I może taki plan by się powiódł, gdyby nie to, że w drużynie mistrza Hiszpanii stała się rzecz, którą ostatnio widywano trochę rzadziej. Magiczne trio MSN znów zadziałało jak należy. Odpuszczenie gali FIFA, by skoncentrować się na rewanżu, opłaciło się Katalończykom.

Przez pewien czas w drugiej połowie pachniało nawet dogrywką. Bilbao strzeliło dość niespodziewanego gola i w stolicy Katalonii zadrżały serca. Wtedy do akcji wkroczył Leo Messi. Sytuacja niemal bliźniacza do tej z ostatnich minut meczu z Villareal. Argentyńczyk podchodzi do rzutu wolnego i znów na przekór wszystkiemu strzela po krótkim rogu z chirurgiczną precyzją. Trzeci mecz z rzędu z golem z wolnego. Oprócz Messiego, strzelali oczywiście Suarez i Neymar.

Z kolei w przypadku Brazylijczyka rzeczywistość jest trochę zakłamana. Od kilku tygodni mówi się o jego słabszej dyspozycji, media liczyły mu minuty bez zdobycia bramki (swoją drogą licznik dobił tysiąca). Prawda jest taka, że zalicza imponującą liczbę asyst. W tym sezonie, we wszystkich rozgrywkach ma ich aż 14. A dziś dorzucił kolejną, zaliczając fenomenalny występ. Szkoda, że piłka nie wpadła do siatki po jego akcji w końcówce, kiedy zdążył się w międzyczasie wywrócić, wstać, ominąć dwóch rywali i uderzyć na bramkę, nie rozstając się z piłką ani na moment. I to wszystko w polu karnym.

Pytanie tylko czy problemy drużyny Luisa Enrique kończą się wraz z dzisiejszym spotkaniem. Liga zaczyna uciekać, Real ma jeszcze zaległy mecz z pogrążoną w kłopotach Valencią, a takich występów jak dzisiejszy w Barcelonie ze świecą szukać. Jeśli w następnym pojedynku MSN będzie miało kolejny słabszy dzień, wszystko może wrócić do „normy” i mistrzowie kraju znów nie zdobędą kompletu punktów. A sezon zaczyna wkraczać w decydującą fazę. Jeśli dystans do lidera nie zacznie się zmniejszać, trzeba będzie oddać tytuł.

Nie umilkną z kolei echa pomyłek sędziowskich na niekorzyść Barcelony. Choć dziś arbiter spotkania nie wpłynął znacząco na końcowy rezultat, nie uznał prawidłowo zdobytego gola w pierwszej połowie. Gdyby więc Messi nie zdobył bramki na 3-1, a Bilbao zwyciężyło po dogrywce, mielibyśmy kolejny odcinek serialu o sędziowaniu w Hiszpanii.

Tomasz Olczak
Breaking
WIDEO: Gol "Prezesa" Nakoulmy w Pucharze...